Kyorl del Olath Tauren

  • Nie jesteś zalogowany.

Login

Login


 Hasło




Załóż konto

Statystyki forum

  • Użytkowników : : 162
  • Tematów : : 187
  • Postów : : 8870
  • Najnowszy użytkownik : : Garibald

Witam !

KYORL DEL OLATH TAUREN

Strażnicy Mrocznego Lasu Tauren

Był Las na północ od Galimoru, Las prastary, przez bogów zapomniany. Ale czy do końca… Mawiają starzy wróżbici, że owo miejsce nie zrodziło się tylko z mocy słońca, wody i wiatru. Krwi upuściła niewinność, gniew spulchnił glebę, krzyk wyrwał ze snu, ból zaś natchnął przyrodę by w siłę rosła – w tych słowach tajemnica skryta, co dała siłę tym drzewom i wodom.
Dziś wiemy, że Ci, co odkryli to miejsce podążyli za purpurowym księżycem. To oni wydobyli z pod ziemi dwór leśny – Ostoję. Jedni mówią przeklęci, drudzy, że wybrańcy. Las na nowo powstał i zakreślał nowe historie na linii czasu. Ale gdzież ten początek...


POCZĄTEK

...Niewinność co siłę Taurenowi dała, ona co nić smutku utkała, ziarnem bolesnym Lasu narodzin...

Każdego poranka budzą się pośród kniei starożytnych smutków…
Gdy serce istoty skryje się w cieniu, wiatr i drzewa utulą Grozę w ramionach.
Przez starożytne Mroczne Knieje przejdą Wybrani,
A śladem ich podążać będzie zielony chaos, malachit w czeluściach. Trzy łzy bogów znów upadną na ziemię,
a świat znów stanie przed tajemnicą owego cudownego zakątka…
Na północy nadciąga burza,
by znów zakryć purpurowym płaszczem jeden skrawek nieba…
Gdzie gwiazdy płaczą krwią wrogów...


Kiedy jej wargi znów się złączyły, spojrzała nad uginającymi się pod podmuchami wiatru sosnami i zrębem oszronionego granitem nieba, w poszukiwaniu Słońca.... Słońca nie było. Przysłaniały je krwawe chmury, skotłowane i przewalające się po nieboskłonie, gnane wichrami, które wyły i zataczały kręgi niczym wataha wilków wokół zbłąkanej owcy. Gdzie była…? Elefrei z rezygnacją machnęła ręką, ciemność to fraszka w porównaniu z tymi, co ją ścigają. Kładąc rękę na wydętym brzuchu, zmusiła się do uśmiechu. Temperatura szybko opadała i po raz pierwszy zobaczyła swój oddech. Traciła siły, dziecię, które nosiła w sobie było cząstką czegoś okrutnego...przemocy nieludzkiej...

To było wtedy, gdy niebo radowało się, a ona niewinna beztroska plotła wianki na łące pełnej białego kwiecia.
Niewinność rozdarta jak sosna przeszyta błyskawicą, krew zalała łąkę rzeką purpury,
wrzask obudził wezbrane strumyki chwile potem okoliczne wody...
Falma d' p'leik. Fala cierpienia.

Wygnana, upokorzona, przeklęta... Za cóż te krzywdy? Jakże zranioną istotę można odegnać?! Ona tylko zbierała kwiecie na ołtarz swej boginki…kapłanką była, lecz tego dnia płomień wiary w niej wygasł.


Przyspieszyła… martwe drzewa zagradzały jej drogę. Niektóre pnie były tak gładkie, że wyglądały jak wypolerowane. Kiedy wyciągnęła rękę by wesprzeć się o czarny konar, ostry ból przeszył jej łono. Coś się poruszyło. Wilgoć spłynęła jej po udach. Zakuło ją w podbrzuszu i fala mdłości, wezbrała się w przełyku. Zamknęła oczy, zachowała to pobożne życzenie dla siebie…
W chwili, gdy odepchnęła się od martwego drzewa, zaczął padać śnieg, rękawica lepiła się od żywicy, a pokruszone sosnowe igły zaczęły przywierać do palców. Ból w plecach kąsał coraz głębiej. Ono. Jej brzmię. Chciało wyjść na świat. W oddali dobiegały wrzaski i jęki, leśne ptactwo wzbiło się ku górze… chwile potem nastała głucha cisza i przez moment słychać było tylko jak wiatr głaskał liście drzew. Skurcze występowały coraz częściej, z rozdartych drzew wydobyła się mleczna mgła…drżała, płatki śniegu muskały jej twarz, wiatr tarmosił połami płaszcza, chmury podążały za nią, wskazując jej drogę ku Lasu....

Czuła ból, wspomnienia wirowały jej w głowie. „-Patrzcie oto kapłanka nosi w sobie dziecko nieczyste!! Świętość wzgardzona, kości i krew dziecięcia do czarnej magii się nadadzą! Kupujcie! Kupujcie! Kapłankę z dzieckiem nieczystym, cóżże za demona ona urodzi!!”…tak krzyczał marny karzeł na rynku. Stare wiedźmy i nekromanci patrzyli spojrzeniem żądnym, a mrok ich umysłów pragnął jej z całej siły. Przerwano licytację, kwoty stały się zbyt wielkie. Aukcja zaś przeniosła się w kręgi mrocznej magnaterii. I wtedy właśnie zdarzył się cud. Gdy leżała w klatce, okaleczona, brudna i tak wielce pogrążona w swym cierpieniu, iż zapomniała czym są łzy. Gwar ucichły. Kolory świata zgasły. Klatka otwarła się, a ona ujrzała tylko blask małego robaczka świętojańskiego.

Znalazła małą polanę w dole kotliny i przyspieszyła kroku. Samotny kruk o piórach czarnych jak spalona w ogniu wątroba, przyglądał jej się w milczeniu z koślawej gałęzi czarnej sosny. Patrząc na niego, bojaźń w niej wzbierała, czarne moce zapewne tak łatwo nie odpuściły. Krzywiąc twarz, odwracała się od niego. Zauważyła wolne przejście w dół tuż przy majestatycznym dębie, poczęła schodzić w dół doliny. Spódnica zahaczyła o ciernie, Elefreii szarpnęła za płótno, odwróciła na chwilę twarz...kruk zerwał się do lotu. Czarne skrzydła rozpostarły się, łopocząc i drąc powietrze jak zęby. L’kre’jil d’maral. Początek burzy. Gdy tylko pochyliła się w ucieczce, straciła równowagę. Grunt pod jej nogami ożył i zaczęła pochłaniać ją głębia osuwiska. Wyciągnęła ramiona, pomocy spragniona...dojmujący ból przeszył jej bark, gdy uderzyła o wystający pień. Zacisnęła gołą rękę na kępce wilczej trawy, ale kępka została jej w dłoni. Upadła...

Gdy serce człowieka skryje się w cieniu, dziecie utuli grozę w ramionach....

Zza drzew błysnęły poroża, ku bezwładnemu ciału kroczyło niezwykłe zwierzę. Jeleń ze wzrokiem gwieździstym pochylił się nad kobietą...Otworzyła oczy nie czuła bólu, mgła poszarpanego światła odgradzała ją od zewnętrznego światła. Ponad nią, jak okiem sięgnąć pięły się drzewa otulone błękitną łuną eteru. Nad doliną królował on...purpurowy księżyc. Cudne zwierzę położyło się obok niej jakby chciało jej ulżyć w cierpieniu. Zacisnęła mokre powieki i w myślach przeklinała swój los i ludzi, którzy jej to zrobili. Zdawała sobie sprawę, że coś głęboko w niej prze...tak zrozumiała, że to jej ciało pracuje nad wydaniem jej dziecka...Bała się krew broczyła z niej...ten upadek

Utracone dziecię, krwi niewinna na kwieciu smutku znak,w zbolałym sercu zaległ chłód, pieśnią zemsty rozbrzmiał las...

Dziecko urodziło się martwe...w starych pniach słychać było krzyk matki, a nad lasem zawisł księżyc purpurą wypełniony. Na wieki. Mówią, że Las dziecię uchował od śmierci i przyjął do siebie, do wnętrza swego, serca hebanowego...Tauren stał się zakątkiem jedyny na świecie, bez boga ingerencji wyznaczonym, bo gdzież wiara, gdy służebnicy los okrutny dziecię zabiera. Bez króla bo władza i chciwość niewinnej łzy cierpienia odbiera. Bez blasku nieba, bo płacz nienarodzonego zasłania mroczną kotarą drzewa. Wzniosła oczy ku górze słowa przeklęte na Las upadły...

"Jam nową drogę otwieram, dzień odszedł już,
gwiazd jasnych kiść, grobowcem mym Las niech się stanie,
zakątek bez bogów, bez władzy niech pozostanie.
Azyl wolny od okrucieństw świata tego,
niech przyjdą Wybrani by spokój duszy ujrzeć...
On jest na niebie lśni, szumi liść wiadomość Ci śle...
Więc z bólu drwij i z wrogów kpij,
Ludu mej krwi bezpieczny od dziś."


Świat się zmieniał, umierali królowie, przemijali bogowie, lecz Las pozostał, a między drzewami Pani jego się przechadzała ja mgła, jak eteru błysk u boku niej jeleń ze srebrzystym porożem, a Lasem po dziś dzień rządzi księżyc purpurowy...tylko nad tym jednym skrawkiem nieba... Oloth... Ciemność...

***


Ciemność...
Czarniejsza od Śmierci...
Moc Wrzasku i Mroku pochowana w purpurowej Krwi strumieni
Niech Głupcy co na mej drodze stoją zostaną
porażeni Mocą Twego Blasku...
Siło, która patrzysz w duszę mych wrogów
Utoruj mi drogę do zwycięstwa..
Niechaj rozbrzmi dźwięk Księżycowego Rogu!
Siło, która przecinasz dusze bogów zniszcz mych wrogów...


***


Ciemność nocy zalewa domy i ogrody,
Srebrnym blaskiem lśni księżyc i gwiazda nad lasem.
Pod perlistym sklepieniem płyną mroku wody,
Dwór z ciemności wypływa wraz z płynącym czasem.

Gdzieś w lesie krzyki ptaków rozbrzmiały i zgasły,
Odgłos wiatrem niesiony płynie nad wodami,
A człowiek księżycowy na promieniach jasnych
Pije ciemność, srebrnymi ją czerpiąc szklankami.

W noc taką, kiedy nawet sen odpływa z powiek,
I myśli napływają i w głowie pęcznieją,
Przez okno patrzy na mnie księżycowy człowiek.

To Strażnicy Taurenu - obywatele nocy,
Gdy rozum bywa sercem, zwątpienie - nadzieją,
Ich słowa skryte w mroku nabierają mocy...


***


Wszystko wśród nocy żywi sekretne obawy:
głucha cisza i dźwięki, czas, a także miejsce.
Uśpieni w bezruchu czy też lunatycy
bezradni jesteśmy wobec owej trwogi.

Lecz nie wystarczy zamknąć oczu w mroku
ani w sen zapaść, by więcej nie patrzeć,
gdyż w surowej ciemności i w grocie uśpienia,
to samo światło nocy znów nas obudzi.

Wtedy to, niby człowiek, co marzy na jawie,
bez celu i powodu zaczynamy biegnąć.
A noc przytłacza nas swoją tajemnicą
i mówi nam, że umrzeć to znaczy się zbudzić.

I któż pośród cieni odludnej ulicy,
na jakimś murze, w sinym lustrze samotności,
nie ujrzał, jak coś kroczy, podchodzi ku niemu,
i nie czuł chłodu trwogi, śmiertelnego lęku?

Lęku, że jest już tylko pustym ciałem,
które przywdziałby każdy, ten lub inny człowiek,
trwogi, że jeszcze żyjąc, jest już nieobecny,
obawy, czy to wszystko istnieje naprawdę?


***



PRZYBYCIE NOWYCH BOHATERÓW

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo